Z wielką wdzięcznością i w pokorze chcę dziękować Bogu za całe moje życie. Szczególnie wdzięczna jestem za wszystko to,
co wydarzyło się w minionym 2016 roku. Obfitował on w różne zdarzenia. Kiedyś powiedziałabym „w te dobre i te złe” – dzisiaj jednak wiem, że wszystkie one miały jakiś konkretny cel, bo nic nie dzieje się bez woli Bożej. Poprzez każde z nich Bóg chciał
mi coś powiedzieć, tak było za każdym razem. Bóg był zawsze ze mną, tylko ja tego nie widziałam. Nie widziałam aż do momentu, gdy zdarzyło się coś, co zmieniło całe moje życie. w 2013 roku mój mąż doznał poważnego urazu głowy i konieczna była natychmiastowa trepanacja czaszki w celu odbarczenia krwiaka mózgu. Mimo usilnych starań lekarzy żaden szpital neurologiczny
nie mógł go przyjąć. Czas uciekał i trzeba było podjąć decyzję o operacji w głogowskim szpitalu. Podpisując zgodę, powiedziałam lekarzowi: „Niech Bóg prowadzi.”, a on potwierdził moje słowa. Później były długie godziny oczekiwania pod drzwiami bloku operacyjnego. W mojej głowie nie było nic innego tylko ciągle powtarzające się słowa: „Bądź wola Twoja, bądź wola Twoja..”.
Męża wprowadzono w śpiączkę farmakologiczną, która trwała trzy tygodnie.

Pewnego dnia wyszłam z sali intensywnej terapii przestraszona, zmęczona i zrozpaczona. Usiadłam na korytarzu, oparłam głowę
o ścianę, zamknęłam oczy ze zmęczenia i powiedziałam: „Boże, dlaczego Cię nie ma, gdy jesteś mi tak potrzebny?”.
I w tym momencie, mimo zamkniętych oczu, wyraźnie zobaczyłam różne wydarzenia z mojego życia jak na przyspieszonym filmie. Natomiast w głębi duszy usłyszałam odpowiedź na pytanie – „Byłem! Jestem! Będę!”. Tego dnia wróciłam do domu spokojniejsza. Pierwszy raz od chwili wypadku przespałam całą noc. Od tego dnia nie płakałam, aż do 14 II 2013r. – ale nie były to łzy smutku,
lecz szczęścia! Mój mąż wybudził się ze śpiączki. Następnie potrzebna była długa rehabilitacja i sanatorium. Właśnie w sanatorium Bóg postawił na mojej drodze jedną z sióstr z Kościoła Zielonoświątkowego. Bardzo lubiłam rozmawiać na tematy wiary, a Krysia poświęcała mi swój czas i udzielała odpowiedzi, które poparte były cytatami z Biblii. Poprosiłam, aby zaprosiła mnie na spotkanie domowe. Pojechałam. Właśnie tak zawsze się modliłam i rozmawiałam z Bogiem, tak szczerze jak Ci ludzie. Tylko śpiewać tak pięknie nie potrafiłam. Postanowiłam pojechać na nabożeństwo i już po pierwszym z nich wiedziałam, że jestem częścią tego Kościoła.
Na trzecim spotkaniu przyjęłam Jezusa do swojego życia. Wyznałam, że jest On moim Panem i Zbawicielem. 4 IX 2016r. przyjęłam chrzest wodny.

Jestem wdzięczna wszystkim, którzy otoczyli mnie troską i pomagają mi w poznawaniu Pana Jezusa Chrystusa. Jak mówią słowa pieśni – „On duszę mą wyleczył z ran i z serca mego wyjął ból..” i stało się jasne to, co Bóg mówi w Księdze Jeremiasza 29;11-14.
„Albowiem ja wiem, jakie myśli mam o was – mówi Pan – myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją. Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie.
Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się wam – mówi Pan – i odmienię wasz los.”
Dziękuję, Panie, za Twoją miłość i cierpliwość, za to, że otworzyłeś mi oczy i uszy. Mimo że wzrok mam coraz słabszy, wyraźniej widzę Twoje działanie w moim życiu. Mimo że słuch mam przytępiony, słyszę Twój głos. Panie, oto jestem!